Mirosław Wierzbowski
Flet
/z myślą o teatrzykach szkolnych/
Osoby:
|
Pani Legenda
Pani Bajka
Fletman
|
Burmistrz
Kupiec I
Kupiec II
|
Kobiety
Mężczyźni
Dzieci
|
Szczury
Koty
|
Didaskalia
Sceneria
– tworzą ją i zmieniają sami aktorzy – w trakcie
narracji i akcji – na oczach
widzów.
Miasto –
domy i budowle (kartony, pudła, styropian, lekkie
płyty z plexiglasu).
Fragment murów i brama –
płyty z cienkiego styropianu.
Ser gigant –
namalowany na dużym i nadciętym (wejście) płótnie.
Arkadia dziecięca –
na rewersie sera.
Tron Legendy i Tron Baśni –
obrotowe fotele, odpowiednio przygotowane i
ozdobione.
Akcesoria, rekwizyty:
Księga Legendy i Księga Baśni, flet, „kule” lub
laska, wypchany worek i wózek kupców, przedmioty zabaw dziecinnych
typu: piłka, skakanka, laleczki, hulajnoga, itp., a ponadto „żywe”:
owoce, pieczywo, batoniki, wędlina, kawałki sera i atrapy warzyw.
Osoby:
Pani Legenda i Pani Bajka – starsze, dobrze czytające
dziewczynki, Fletman - wędrowny grajek, Burmistrz – też starszy
chłopiec, bo duża rola, Kobiety, Mężczyźni, Kupcy, Dzieci, Szczury,
Koty.
Stroje:
Pani Legenda, Pani Bajka
– powłóczyste płaszcze-peleryny i kapelusze w kształcie stożka.
Fletman –
taki „Robin Hood” z fletem zamiast łuku.
Burmistrz
– coś ciemnego, melonik i duży klucz (do bram miasta) na szyi.
Kupcy
– jeden z workiem na plecach, drugi z dużym, np. „supermarketowym”,
wózkiem. Obaj mają „coś” na handel (ciuchy, kosmetyki dla kobiet,
wędki, młotek, zabawki dla dzieci)
Szczurki
– maseczki typu „myszka miki” i ogonki.
Koty
– też coś prostego, ale w dwóch wersjach: jedna normalna, druga dość
nadszarpnięta.
Oprawa muzyczna:
Radiomagnetofon. Tło muzyczne, towarzysząc całemu spektaklowi,
tworzy nastrój i „wspiera” akcję.
Strona techniczna:
obsługa magnetofonu, opieka „pielęgniarska”, pomoc w tworzeniu
scenerii (kraina sera, kraina dzieci).
CZARODZIEJSKI FLET
SCENA 1.
/Dzwonek
jeden, drugi, trzeci, a po nim muzyka. Początkowo rośnie, by – w
momencie pierwszej kwestii – zejść do poziomu delikatnego tła.
Na scenę wchodzą Panie Legenda i Bajka, przedstawiają się,
siadają na swoich „Tronach”, rozkładają „Księgi” i zaczynają
opowieść. Robią to powoli, dając czas aktorom, którzy, „budując” miasto, stosują się do wypowiadanych, przez nie,
informacji. /
PANI LEGENDA
Zdarzenie, o którym wam opowiemy,
było tak niezwykłe, że zachowało się, w pamięci ludzi, aż do
dzisiaj.
PANI
BAJKA
Otóż dawno, dawno temu – w
czasach, kiedy nie było jeszcze samochodów, telefonów, ani
telewizji – w pewnym kraju, pośród zielonych łąk, lasów, i
błękitnych jezior, wyrosło niewielkie miasteczko.
Śliczne domki o czerwonych
dachach, czyste uliczki, kościół z wysoką wieżą i dzwonem, duży
ratusz, pełen zieleni park, dalej szkoła, boisko, plac zabaw,
jakiś sklepik, jakaś fabryczka... i to wszystko.
/Dotychczasowi
budowniczowie kończą ustawianie dekoracji, a potem zajmują się
swoimi sprawami: kobiety obierają ziemniaki, coś szyją,
rozmawiają. Mężczyźni – jeden z młotkiem, drugi z miarką – też
coś robią. Burmistrz mocno zajęty – rozwalony na krześle dłubie
w nosie, patrzy w krzyżówkę, ziewa, drzemie. Dzieci się bawią,
koty śpią./
PANI LEGENDA
Ludzie miasteczkowi wiedli
spokojne życie. To fakt, że nie było w nim specjalnych luksusów,
ale nie było, też, biedy. Było normalnie. Kobiety miały swoje sprawy,
mężczyźni swoją pracę, a dzieci – jak to dzieci – bawiły się,
uczyły, pomagały rodzicom. Tylko burmistrzowi nie wolno było
przeszkadzać. Zamykał się, każdego dnia, w swoim gabinecie i,
jak wszystkim mówił, ciężko, ciężko pracował.
SCENA 2
/Tło muzyczne bez zmian, dopiero
później zmiana na bardziej ostre. Pani Bajka kontynuuje:/
PANI LEGENDA
I tak było do czasu, kiedy
miasteczko odwiedzili przejezdni kupcy.
/Wchodzą
kupcy. Jeden rozkłada towary, drugi – dzwoneczkiem – oznajmia
przybycie. Wkoło nich zbierają się mieszkańcy/
Przywieźli ze sobą wspaniałe
towary i stroje. Ludziom zalśniły oczy. Zaczęło się oglądanie i
przymierzanie...
/3 minuty na rzecz handlu: w worku
i na wózku sporo rzeczy. Robi się małe zbiegowisko, zaczyna
oglądanie, przymierzanie, padają pytania i odpowiedzi. Burmistrz
budzi się z ciężkiej pracy i zamierza coś, dla siebie,
uszczknąć./
KUPIEC
1
Do nas, ludziska, do nas!
Podchodźcie! Oglądajcie! Kupujcie!
KUPIEC 2
Brać i wybrać!
Komu, komu, bo idę do domu!
KOBIETA 1
O jejku! Ale
śliczności!
KUPIEC 2
Proszę bardzo! Oto
sukienka z księżycowej mgiełki.
KOBIETA 2
A to? O Boże! Cóż to takiego?
KUPIEC 1
To jest najwspanialszy zestaw
dobrego samopoczucia.
KOBIETA 3
A to? Czy to może buciki do tańca?
Czy mogę je przymierzyć?...
KOBIETA 4
Ja też, ja też?...
KOBIETA 5
A macie może krem od
zmarszczek?...
KOBIETA 6
I na włosy... żeby nie wypadały...
MĘŻCZYZNA
1
No kobitki! Dosyć tego! Zróbcie
nam miejsce...
MĘŻCZYZNA 2
No właśnie! Tak mnie podeptały, że
zapomniałem, co chciałem kupić! O! Już wiem – potrzebna mi
rybołapaczka...
KUPIEC 2
/rozśmieszony/
He! He! He! Rybołapaczkę wyłapały
ryby. A może chodzi o wędkę?...
MĘŻCZYZNA 1
Ja potrzebuję młotek „samowbijak”
i pięć gwoździ...
KUPIEC 1
Proszę, proszę, proszę! Mamy
absolutnie wszystko – tylko brać! Do nas, ludziska, do nas!
/Hałas i gwar sprawia, że
burmistrz się budzi, poprawia włosy, zakłada melonik i zbliża
się do grupki handlujących z zamiarem osiągnięcia korzyści dla
siebie/
BURMISTRZ
A co to wszystko
znaczy? I kto wam pozwolił na taki handel pod moim nosem? Ja tam
ciężko pracuję, a tu taka samowola! No cóż? Będzie mandacik!
/oczywiście
– jak zawsze w takich sprawach – rekcja wszystkich oczywista:/
WSZYSCY
Och, panie burmistrzu! Niech pan
nie będzie taki...
BURMISTRZ
/wstrętny
łapówkarz!/
A właśnie, że będę... chyba, że...
KUPIEC 2
/wstrętny
łapówkarz!/
Proszę nie kończyć, panie
burmistrzu, i spojrzeć... - jedyny w świecie...,
piękny..., piszący bez błędów, ołóweczek... w sam raz dla pana.
Zapakować?
BURMISTRZ /ogląda i już
łaskawiej:/
No... ostatecznie... mogę wziąć... /nagle coś go zastanawia:/
Ale, ale... a co z zapłatą?
Przecież ci ludzie nie mogą płacić pieniędzmi. Właśnie
postanowili oddawać wszystkie na budowę pałacu dla swojego
kochanego burmistrza.
KUPIEC 1
Och! To żaden kłopot. Dużo
słyszeliśmy o waszym serze...
KUPIEC 2
No pewnie! Dobry ser, to też
pieniądze, tyle tylko, że sera, to musicie mieć bardzo, bardzo
dużo...
BURMISTRZ
No skoro tak... /i do mieszkańców:/
Tak więc – moi drodzy – zanieście
zakupy do domu i szybko wracajcie - zwołuję naradę!
/Burmistrz
siada wygodnie, a mieszkańcy, mrucząc, coś brzydkiego, pod
nosem, rozchodzą się do domów. Scenę opanowują, bawiące
się, dzieci. Opowieść przejmuje Pani Legenda:/
PANI LEGENDA
Burmistrz jaki jest, każdy widzi.
Stary Łapówkarz! Zabiera pieniądze ludziom i buduje sobie pałac.
Na szczęście, kupcy mówili prawdę.
Ser wyrabiany przez mieszkańców był jak dobry pieniądz – za taki
świeżutki, pyszny i wspaniale pachnący można było, absolutnie,
wszystko dostać.
/Dorośli wracają, ustawiają się
przed burmistrzem i zaczyna się narada:/
BURMISTRZ
No cóż, dobrzy ludzie, musimy się
wszyscy ostro wziąć... prawda?
WSZYSCY
Oj! Prawda,
prawda...
BURMISTRZ
No, więc tak! Wy będziecie
pracować, a ja... popatrzę czy dobrze pracujecie...
/W trakcie wypowiadania pierwszej
kwestii, przechodzą na tył sceny. Teraz głosów nie słychać,
lecz, sądząc z gestów, narada trwa nadal i jest burzliwa.
Co jakiś czas do radzących „rodziców” podbiega jakieś dziecko,
wyciąga rodzica w stronę widzów i... okazja do kilku dialogów.
Dzieci reagują właściwie – są smutne i rozżalone:/
DZIECKO 1
Mamo! Obiecałaś mi
spacer. Pójdziemy?
MAMA 1 /złośliwie/
No proszę. Moja genialna córeczka
wyciągnęła mnie z poważnej narady, żeby mi to powiedzieć?
DZIECKO 1
Bo, przecież, obiecałaś.
MAMA 1
Ale nie widzisz, że jestem teraz
zajęta? Idź i pobaw się sama!
DZIECKO 2
Mamo! Pokażesz mi jak narysować
kotka?
MAMA 2
Kochanie! Mamusia nie ma czasu?…
Idź z tym, może, do tatusia...
DZIECKO 3
Tato! Tato! Popsuła mi się
skakanka..., zreperujesz???
TATA DZIECKA
3
O Boże! Czy ja nie mogę mieć nawet
chwili spokoju?
Później - teraz zajmij się czymś
innym!
CHŁOPAK (do reszty dzieci)
Zostawcie ich! Oni, i tak, nigdy
nie mają dla nas czasu!
Chodźcie! Sami, sobie, coś
wymyślimy.
SCENA 3
/Dzieci odchodzą w „siną dal”,
dorośli kończą naradę i ponaglani przez burmistrza idą do pracy.
Pani Bajka rozpoczyna dalszą opowieść./
PANI BAJKA
No i sami
widzicie.
Mieszkańcy,
którym zawsze brakowało pieniędzy, rzucili się teraz do pracy.
Wszystko inne przestało się liczyć – poza tym jednym – robieniem
sera.
Dzieci pozbawione opieki
dorosłych, robiły co chciały... /w tym momencie słychać brzęk
tłuczonej szyby/... i
nie zawsze kończyło się to dobrze...
/Słychać tupot małych nóżek i
odgłos upadku i krzyk bólu. Zalega cisza, a po chwili, na scenę,
wbiega dziewczynka MARTA. Reszty dzieci nie widać./
MARTA /krzyczy (sepleniąc) w
stronę jednego z domów. Po chwili wychodzi MAMA TOMKA/
Prosę pani! Prosę
pani! Strasne niescęście - Tomek się psewrócił.
MAMA TOMKA
Czy coś mu się
stało?
MARTA
Pseciez mówię
wyraźnie, ze niescęście..., najpierw było „ba, bach”, a zaraz
potem lezał i ksycał...
MAMA TOMKA
No to chodźmy!
/a idąc robi uwagę – typową dla wszystkich mam/
A tak, mu, zawsze
powtarzam, żeby uważał...
/Mama z Martą idą do Tomka. Pani
Legenda przygotowuje widzów do następnej sceny. W trakcie tego
wprowadzenia, wracają dzieci. Tomek mocno kuleje, nogę ma
przesadnie obandażowaną i podpiera się „kulą”. Reszta dzieci
zaczyna względnie cichą zabawę (skakanka, gonitwa, klasy,
lalki). W miarę zbliżania się, tej części narracji, do końca,
stopniowo znikają w przebieralni/
PANI LEGENDA
Chciwość i żądza
pieniądza zaślepiła ludzi do tego stopnia, że zaniedbano
wykonywania normalnych, codziennych obowiązków.
Nic dziwnego, że –
czystego dotąd – miasteczka nie można było, wkrótce, poznać.
Nikt nie sprzątał ulic, ani nie wywoził śmieci...
PANI BAJKA
...w domach również
nie było lepiej. Brudne naczynia, brudne ubrania, brudne
mieszkania.
Czegoś jednak
przybywało.
No właśnie! W
szybkim tempie przybywało sera, ale w jeszcze szybszym...
SMRODU!
SCENA 4
/W tym momencie, na scenie, są już
tylko Panie L i B, śpiący burmistrz i śpiące koty. Narracji c.d.
Szczury opanowują miasto, realizując dokładnie to, co przekazuje
P. Legenda. Przerwy opowieści wypełniane są akcjami szczurów/
PANI LEGENDA
No i stało się!
Któregoś dnia przybył pierwszy
gość. /wejście szczura nr 1 i
rozpoznanie terenu/
Zajrzał tu,
zajrzał tam, powęszył i aż klasnął w łapki, bo zrozumiał, że
właśnie znalazł idealne, dla siebie i swoich braci, miejsce.
/świst, gwizd, kiwnięcie łapą i
„nalot” szczurzej szarańczy/
PANI BAJKA
Szybko wysłał
umówiony sygnał i nie upłynęła nawet minuta, jak pierwsze
gromady zgłodniałych szczurów wkroczyły do miasta.
Wszystko na ich
drodze, co nadawało się do jedzenia, błyskawicznie znikało w
przepastnych żołądkach...
/Chwila przerwy na „wielkie
żarcie”. Defilada żarłoków przed widownią – śmieszne miny,
mlaskania, głaskanie po brzuchach, drobne „kradzieże” smakołyków
itp. Jakiś mały szczurek zabiera się do jedzenia nie obranego
banana i krzywi z niesmakiem.../
MAŁY SZCZUREK
Fe! Fe! Tfu! Tfu!
Ależ to niedobre...
/...co widząc drugi,
stuka się w czoło, odrywa skórkę i komentuje:/
DUŻY SZCZUR
Och ty głupi
szczurze! Zaraz widać, że do szkoły nie chodziłeś... Tak się to
robi...
/Oczywiście nie oddaje obranego.
Zajada się sam i odchodzi. Powrót do narracji. Jednocześnie,
śpiące dotąd, koty podejmują próbę walki/
PANI LEGENDA
...Miasteczkowe
koty próbowały przegonić tę ogoniastą zgraję, lecz skutek był
żałosny...
/uciekają przed szczurami i
znikają widowni z oczu/
Koty uciekły,
dzieci pochowały się w domach, a dorośli?...
/na scenę wychodzi jeden z
„dorosłych”, woła kolegów, i idą w stronę „gabinetu” burmistrza/
MĘŻCZYZNA 3
Hej tam!
Chodźcie! Idziemy do burmistrza. Tak dłużej być nie może...
/podchodzą do „gabinetu”, pukają,
wychodzi burmistrz, rozmowa:/
BURMISTRZ
A co to za spacerki
w godzinach pracy? Nie macie co robić?
MĘŻCZYZNA 2
Owszem! Mamy, ale
jak tu pracować? Wszędzie szczury i szczury.
MĘŻCZYZNA 1
Już się nawet do
sera dobrały. Coś trzeba z tym zrobić.
BURMISTRZ
/lekceważąco/
A co tu robić! Same
przyszły, same pójdą. A wy nie zajmujcie się głupstwami i do
roboty!!! Żegnam panów.
/mężczyźni wracają, niezadowoleni,
mrucząc coś pod nosem, burmistrz wraca do „krzyżówki”,
narracja:/
PANI BAJKA
Nic więc dziwnego,
że szczurom powodziło się coraz lepiej. Miały co jeść, nikt ich
nie gonił, a miejski smrodek i brud, to było to, co uwielbiały
najbardziej.
Dorośli nadal
całymi dniami produkowali ser, jednak sytuacja zrobiła się na
tyle groźna, że postanowili obudzić burmistrza jeszcze raz.
/Tym razem do ratusza dotarł
pokaźny i zdeterminowany „tłum”. Ludzie, na potwierdzenie grozy,
przynieśli trochę dowodów rzeczowych. Burmistrz zaczął jak
poprzednio:/
BURMISTRZ
Znów tu jesteście?
O co tym razem chodzi?
KOBIETA 1 /pokazuje dorodną kość/
A o to! Widzi
pan to?
BURMISTRZ
Widzę. I co z tego?
KOBIETA 1
A to, że, za
sprawą szczurów, tylko tyle mi zostało z dużej szynki.
KOBIETA 2 /pokazuje
samą skórkę/
A to „coś” było
do niedawna kiełbasą...
MĘŻCZYZNA 1 /pokazuje strzępek
białej szmatki wielkości chustki do nosa/
A to?
BURMISTRZ
To? Pewnie
chusteczka do nosa...
MĘŻCZYZNA 1
Akurat! To
reszta mojego prześcieradła...
KOBIETA 3
A ten „wyskubaniec” to mój kotek.
I, proszę, jak on teraz wygląda? /i
kończy wzdychając:/ A taki był śliczny...
MĘŻCZYZNA 2 /pokazuje rękoma kontur
„niczego”/
Panie burmistrzu!
Zagadka! Co to jest?
BURMISTRZ
To jest NIC, bo nic
nie widzę.
MĘŻCZYZNA 2
No właśnie. Tego
SERA nie widać, bo zostały, po nim, same dziury. Ot co!
BURMISTRZ
No dobrze.
/przyznanie racji/ Jest źle.../stwierdzenie
stanu rzeczy/ i
coś z tym trzeba zrobić... Więc róbcie!!! Ja wracam do
obowiązków...
|
następna część >
Spis tekstów |